Costa de la Luz to świetliste wybrzeże, które rozciąga się od Kadyksu po Gibraltar.

Nie jest jeszcze tak mocno zalane przez turystów jak Costa del Sol. Z Sewilli kierujemy się właśnie w stronę tego rejonu.

Wieczorem docieramy do urokliwego hostelu los Pinos w Barbate.

Szczerze mówiąc, myśleliśmy że będzie to najgorsze miejsce, w którym przyjdzie nam nocować. Ale jest pięknie! To mały, rodzinny hostel z pięknym ogrodem, przemiłymi właścicielami, ze świetnym basenem i najlepszym mohito na  świecie 🙂

 

Następny dzień spędzamy na terenie ośrodka i na pobliskiej plaży. Pływamy, opalamy się, zajadamy się w pobliskiej knajpce. Tu Kacper zalicza swój pierwszy pocałunek z uroczą mała Hiszpanką :).

Wybieramy się na przylądek Trafalgar, gdzie rozegrała się słynna bitwa morska w 1805 r pomiędzy flotą brytyjską, a francusko-hiszpańską.

Zachęceni przez autorów przewodnika jedziemy również do Kadyksu.

Na nas jednak nie robi tak dużego wrażenia, może dlatego, że upał jest nie do zniesienia.

Kadyks (hiszp. Cadiz) to najstarsze miasto w Hiszpanii, miasto portowe, handlowe i znany ośrodek turystyczny. Nie skupialiśmy się specjalnie na jego zabytkach, bardziej chcieliśmy poczuć atmosferę miasta ale słońce i przytłaczająca zabudowa hotelowa skutecznie nas odstraszyły.

I kolejny przystanek – Tarifa- prawdziwe południe Europy.

Kolejnego dnia, wcześnie rano ruszamy do Tarify. Mamy dzisiaj mocno napięty plan. Miasteczko jest puste, tylko w porcie wojsko przygotowuje się do wypłynięcia w morze. Do Afryki, a dokładnie do Maroka jest stąd tylko 15 km. Kurort leży na granicy Morza Śródziemnego i Oceanu Atlantyckiego. To przylądek w Tarifie jest prawdziwym najdalej wysuniętym na południe punktem Europy a nie Gibraltar.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.